Najdroższe zdanie w firmie: “Bo zawsze tak robiliśmy”

Coś to tylko iluzorycznie działa może być jednym z większych problemów Twojej organizacji mimo, że nic na to nie wskazuje. To problem zarówno proceduralny jak i psychologiczny, a ucierane w ten sposób nawyki prowadzą do jeszcze większych strat.
Najdroższe zdanie w firmie: “Bo zawsze tak robiliśmy”

Zarząd siedzi przy stole, ktoś zadaje proste pytanie: “Dlaczego robimy to w ten sposób?”. Cisza. Potem pada odpowiedź, która pojawia się w niemal każdej organizacji, niezależnie od branży czy wielkości: “Bo zawsze tak robiliśmy”.

To zdanie brzmi niewinnie. W praktyce jest jednym z najdroższych, jakie może paść na spotkaniu zarządu — bo zamyka dyskusję dokładnie w momencie, w którym powinna się dopiero zacząć. To najprostszy objaw inercji organizacyjnej, jaki można zaobserwować w firmie.

Inercja organizacyjna: zjawisko badane od 35 lat

To, co dzieje się w organizacjach, które trzymają się starych wzorców mimo braku merytorycznego uzasadnienia, nauki o zarządzaniu nazywają inercją organizacyjną. Termin ukuli w 1990 roku Jitendra Singh i Charles Lumsden, badacze organizacji publikujący wówczas w “Annual Review of Sociology”, zapożyczając słowo “inercja” z fizyki, żeby opisać sposób, w jaki organizacje utykają w stagnujących procesach i nie zmieniają swoich metod działania.

To ważne rozróżnienie: inercja to nie lenistwo ani zła wola. To zjawisko, które osiada w organizacji stopniowo i niemal niezauważalnie. Zaczyna się, gdy coś działa wystarczająco dobrze — zespoły przyzwyczajają się do rutyny, procesy stają się znajome, a wygoda niepostrzeżenie zamienia się w nawyk. Potem dochodzi struktura: warstwy zarządzania, wymogi akceptacyjne, hierarchie — wszystkie wprowadzone w dobrej wierze — zaczynają spowalniać decyzje. “Tak zawsze robiliśmy” staje się domyślnym trybem, a drzwi dla nowych pomysłów zamykają się bez niczyjej złej woli.

Jeśli to opisuje Twoją organizację, nie jesteś wyjątkiem — jesteś regułą. Pytanie nie brzmi “czy to się nas dotyczy”, tylko “ile nas to już kosztowało, zanim ktokolwiek to zauważył”. Odpowiedź na to pytanie wymaga czegoś więcej niż pobieżnego przeglądu — Digital & Commercial Audit został zaprojektowany właśnie po to, żeby dotrzeć do wieloletnich nawyków, a nie tylko do ich powierzchni.

Dlaczego mózg broni status quo

Mechanizm, który za tym stoi, jest głęboko psychologiczny. Żeby przyjąć nowe podejście, ludzie muszą zaakceptować, że sposób, w jaki dotychczas działali, musi się zmienić — a to rodzi dysonans poznawczy i stawia niewygodne pytania o wcześniej podjęte decyzje. Nikt nie lubi przyznawać, że rok, dwa czy pięć lat pracy opierało się na założeniu, które już dawno się zdezaktualizowało.

Do tego dochodzi mechanizm czysto motywacyjny. Jeśli ktoś, kto formalnie nie jest właścicielem danego obszaru, zakwestionuje to, jak on działa, bierze na siebie coś więcej niż samą krytykę — zostaje właścicielem nie tylko problemu, ale i konieczności znalezienia rozwiązania oraz przeprowadzenia go przez cały proces wdrożenia. W efekcie nikt nie ma realnej motywacji, żeby to zrobić, bo koszt zaangażowania przewyższa osobistą korzyść z naprawienia cudzego obszaru. Dokłada się do tego myślenie silosowe: patrzy się na efekt końcowy — najczęściej liczbę leadów albo sprzedaż — a nie na poszczególne elementy składowe, które się na niego złożyły. W organizacji o złożonej strukturze i rocznym budżecie marketingowym powyżej 2 milionów złotych, przełamanie tego wzorca potrafi realnie przynieść setki tysięcy złotych oszczędności mediowych oraz odzyskać niezliczone roboczogodziny.

Skala tego zjawiska jest większa, niż większość zarządów przypuszcza. W badaniu Russell Reynolds wśród organizacji przechodzących transformację 87% liderów wskazało inercję psychologiczną jako główną barierę sukcesu. To nie jest margines statystyczny — to dominujący powód, dla którego dobrze zaplanowane zmiany nie wychodzą poza etap prezentacji. Konsekwentnie, tylko 71% liderów zgłasza niski do umiarkowanego sukces swoich działań transformacyjnych — większość wysiłku transformacyjnego w firmach kończy się rozczarowaniem, nie dlatego że plan był zły, ale dlatego że opór wobec zmiany okazał się silniejszy niż sama zmiana.

Frans van Houten, były CEO Philipsa, ujął to wprost w rozmowie dla Russell Reynolds: ludzie trzymają się tego, co mają lub mieli, nawet gdy wiedzą, że to już nie działa.

Inercja organizacyjna w praktyce, nie tylko w teorii zarządzania

Klasycznym przykładem firmy, która przez lata broniła status quo mimo wyraźnych sygnałów rynkowych, jest Intel — spółka regularnie przywoływana w literaturze o inercji organizacyjnej jako case study utraty przewagi konkurencyjnej przez trzymanie się modelu, który kiedyś działał doskonale, a przestał pasować do zmienionego rynku.

W marketingu ten mechanizm ma bardziej przyziemną, ale równie kosztowną wersję: budżet alokowany rok do roku na kanał, który kiedyś przynosił wyniki, dziś jest po prostu przepalany — bo “zawsze tak dzieliliśmy budżet”, a nikt nie zadał pytania, czy ten podział wciąż ma sens. Dokładnie taki mechanizm złapaliśmy podczas jednego z projektów — dziesięciodniowy Health Check namierzył jedną, konkretną nieefektywność wartą blisko 180 tysięcy złotych rocznie. Warto podkreślić: to nie był jeszcze pełne rozwiązanie problemu, tylko pierwszy, twardy dowód na to, ile kosztuje niezadane pytanie. Zobacz, jak wyglądał ten proces.

Jeśli zastanawiasz się, od czego zacząć takie sprawdzenie we własnej organizacji, rozpisaliśmy to w osobnym przewodniku po audycie e-commerce — logika jest identyczna niezależnie od branży: zanim zoptymalizujesz, sprawdź, co faktycznie się dzieje.

Koszt, którego nie widać w żadnym budżecie

Najbardziej podstępne w inercji organizacyjnej jest to, że nie pojawia się w żadnej linii budżetowej jako “koszt nierobienia niczego”. Ukrywa się w dziesiątkach mniejszych decyzji — utrzymanym kanale, niezmienionym procesie, raporcie generowanym z przyzwyczajenia — które osobno wyglądają nieszkodliwie, a razem tworzą trwałą przewagę konkurencyjną… dla konkurencji.

To dlatego pytanie “dlaczego to robimy?” nie powinno być zadawane raz na kryzys, tylko wbudowane w rytm organizacji. Nie jako gest w stronę zmiany dla samej zmiany, ale jako mechanizm, który regularnie testuje, czy założenia sprzed roku, dwóch czy pięciu lat wciąż odpowiadają rzeczywistości.

To dopiero połowa problemu

Inercja psychologiczna i utrwalone nawyki to jedna strona medalu. Druga, równie kosztowna, ujawnia się dopiero wtedy, gdy zapytamy nie “dlaczego tak robimy”, tylko “kto właściwie za to odpowiada”. Bo zdarza się, że nikt nie potrafi odpowiedzieć na żadne z tych pytań — a to już zupełnie inny rodzaj problemu, o którym piszemy w drugiej części tego tekstu: Kto jest właścicielem tej procedury? (Prawdopodobnie nikt).

Jeśli podejrzewasz, że Twoja organizacja podejmuje decyzje na podstawie przyzwyczajenia, a nie danych, umów bezpłatną rozmowę — czasem wystarczy jedno pytanie zadane z zewnątrz, żeby zobaczyć to, czego nie widać od środka.

Stoisz przed podobnym wyzwaniem?

Porozmawiajmy o tym, jak możemy pomóc Twojej organizacji.

Spis treści

Ta strona używa plików cookie

Używamy plików cookie do analizy ruchu i personalizacji treści; część danych trafia do naszych partnerów analitycznych. Zgodę możesz zmienić w dowolnym momencie — szczegóły w Polityce prywatności i Polityce plików cookie.